* godzina 16.30 *
Kierunek: Kraków.
- Gotowa? - spytałem Sary, która ciągła dwie walizki.
- Chyba tak.
- Dziewczyno po co ci aż dwie walizki?
- Jestem kobietą, to chyba jasne.
- Dobra, nie ważne.
Dotarliśmy na peron. Za 10 minut będzie pociąg.
- A ty dlaczego masz plecak? - spytała tyrpając mnie łokciem.
- Bo jestem mężczyzną, to chyba jasne, nie?
Po pięciu minutach zakumała i zaczęła się tak głośno śmiać, że ludzie zaczęli zatykać uszy.
- O, chyba wsiadamy - ocknęła się.
Pomogłem jej z walizkami.
Wsiedliśmy do wagonu drugiego, przedziału piątego.
Będziemy jechali z trzy i pół godziny.
Mamy moc.
Nie poddajemy się.
Nie możemy.
To jest ta siła.
I my ją mamy.
*Megan*
Mój cel to Radom.
Mój plan zaczyna działać.
Czuję, że bliskie osoby szukają mnie.
Nikt do mnie nie dzwoni.
To znaczy... pewnie ktoś chciał nawiązać ze mną kontakt, ale zmieniłam telefon i jego numer.
Martwie się o mame.
Ona o wszystkim wie.
Co zamierzam zrobić.
Jest świetną aktorką,
Prawda?
Za pięć godzin będę na miejscu.
Chciałabym coś zmienić.
Zaczęłam od makijażu: używam rozświetlacza i bronzera, bo różu nie lubię.
Wyglądam przez okno.
To wszystko tak szybko mija.
To świetnie ukazuje czas.
Mijający czas.
"Mijamy się".
W całą tę podróż zapakowałam pełno jedzenia, ciuchów i chyba tyle.
Mam cały zapas muzyki.
Playlista, która ma 2 564 piosenek.
A to tylko dubstepy i techno.
Słuchawki i mówię światu "pa pa".
* pięć godzin później *
Jest godzina 21.15.
Zaraz wysiadam.
Za oknem ciemność.
Na szczęście z pociągu idę prosto do noclegu.
Zamierzam tutaj spędzić tydzień.
Chcę mieć wspomnienia.
Chcę pobyć sama ze sobą.
Ale brakuje mi bliskich osób.
* godzina 23.00 *
Leżę w łóżku.
Próbuję zasnąć.
Ale ktoś za oknem coś gada,
krzyczy i nie da się.
Strach mnie obejmuje.
Czuję, że ktoś mi zaraz wparuje do pokoju.
O kurde!
Zerwałam się szybko z łóżka by sprawdzić, czy zamknęłam drzwi.
Były otwarte.
Wzięłam klucz i zamknęłam.
Następnie powędrowałam do łóżka i nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam.
* Maks *
Obudziłem się o 12.00.
Jesteśmy w Krakowie.
Będziemy tutaj z trzy lub cztery dni.
Potem zawita nas Warszawa.
- Co już nie śpisz? - obudziła się Sara.
- No nie śpie - odpowiedziałem.
- Dobra, to chociaż mi daj spać i nie gadaj do siebie.
Zgasiła mnie...
* Megan *
* godzina 16.30 *
Jestem w centrum Radomia.
To tam, gdzie powinnam być od dawna.
A za tydzień Katowice zawitają.
Nie brałam dużej sumy pieniędzy, bo to mi nie potrzebne.
Chodzę po lasach, krzakach, bo to lubię.
Ale teraz zaczynam myśleć co z Maksem i Sarą, no i oczywiście moją mamą...
Źle się z tym czuję, ale jakoś i ja i oni przeżyją.
Mam tylko nadzieję, że nie zadzwonili jednak po policję.
Ale ufam mojej mamie.
A Maks? Mój chłopak?
Myślę, że cierpi, ale jak się kocha, to się pocierpi...
Mówię, jakbym była psychicznie chora.
Zresztą taki był mój plan.
Zbliża się 19.00
Wychodzę z lasu i idę do mojego noclegu.
* Sara *
Jesteśmy w restauracji, kupujemy jakieś najtańsze jedzenie,bo musimy oszczędzać trochę. Tak na wszelki wypadek.
Potem pójdziemy do noclegu i znowu prześpimy noc.
Po zjedzeniu pysznego obiadu, postanowiliśmy pójść.
A gdzie?
Do lasu.
Nasza kochana Megan, kocha lasy. Taka jest jej natura.
* godzina 17.01 *
Znajdujemy się w lesie.
Powoli robi się ciemno, ale właśnie, wtedy Megan buszuje w krzakach.
Postanowiliśmy z Maksem, że się rozdzielimy. Ja w tą stronę, a on w przeciwną.
I nie oddalamy się zabardzo.
Mamy być tutaj za pół godziny.
Dobra, zaczęłam szukać.
Zawsze muszę napotkać pajęczynę. No zawsze!
Boże jak ja znajdę jakąś tarantulę to dam Megan w prezencie na urodziny, bo ma za 3 dni.
Słyszę czyjeś szepty, a po chwili dotyk na karku. Odwracam się i lustruję postać stojącą przede mną.
- Maks? To ty? - odzywam się, wmawiając sobie, że to Maks.
- Sara. Przestraszyłem się.
- Boże Maks... Ty mnie też.
- Wiesz co, może chodźmy, bo za niedługo dobija 18.00.
- Co? To już?
- No tak.
Złapałam go za nadgarstek i wybiegliśmy z lasu.
- No to, czego się przestraszyłeś? - spytałam.
- Słyszałem szepty i potem biegłem w twoją stronę.
Po chwili słyszymy wrzask.
- Uciekajmy! - krzyknął Maks.
Biegnę ile sił w nogach.
Maks za mną.
Po 15 minutach znajdujemy się w centrum Krakowa.
Siadam zadyszana na jakimś krawężniku.
Po chwili dociera do mnie Maks.
- Nigdy więcej - oznajmiłam.
Potem spokojnie i bezpiecznie dotarliśmy o 19.00 do noclegu.
* tydzień temu *
* Maks *
To jesteśmy już w Warszawie
Już jest po urodzinach Meg.Wciąż mam nadzieję, że ją znajdziemy.
- Co chcesz? Jagodowego czy o smaku gumy balonowej?
Sara wybiera lody. Dziś ma być ponad 30 stopni.
- Yhmm, poproszę o smaku gumy.
- To ja jagodowego chce - zdecydowała Sara.
Potem postanowiliśmy, że pójdziemy do Złotych.
Pobujamy się po sklepach, a co tam.
Musimy trochę odpocząć.
- O, chodźmy do maka - wskazała palcem.
- Spoko.
Usiedliśmy w wolnym stoliku.
- Słuchaj, może jutro wyjedziemy do Katowic?
- No, w sumie. Nieźle, może być, no ale ja powoli tracę już nadzieję, przepraszam... - oczach Sary pojawiły się łzy.
- Proszę, nie płacz. Może zrobimy tak: jutro pojedziemy do Katowic i jak jej tam w ogóle nie znajdziemy to damy sobie święty spokój.
- No dobrze.
* Megan *
Znajduję się w Galerii Katowickiej.
Jutro zamierzam iść do Silesi.
A no i zrobię sobie kolczyka.
A gdzie? Myślę nad dwoma dziurkami w jednym uchu, a lip ringiem.
W sumie to nie chcę sobie oszpecić ust, to wybiore to pierwsze.
Za godzinę mam autobus do noclegu, na szczęście mam niedaleko.
Jeszcze pójdę do Claire's.
Wybiorę sobie kolczyki.
Do wyboru jest ich milion.
Boże, chyba zakochałam się w tym sklepie.
A biorę "skrzydła Anioła".
Teraz kieruję się na przystanek.
* 30 min. temu *
Jestem w pokoju. Mam już igłę i cytrynę.
Kładę się na łóżku, z tyłu ucha daję przekrojoną na pół cytrynę, a z przodu igłę.
Robię na 3.
1...
2...
3...
- Ał - poczułam ukłucie i działanie cytryny.
Ale fajnie piecze.
Drugą dziurkę zrobiłam tak samo.
Boję się iść do lusterka, ale #yolo.
Weszłam do łazienki.
I uśmiechnęłam się do swojego odbicia.
Dziurki wyszły dobrze. Nie jest źle.
Teraz, jak jestem już w łazience to zmyję makijaż.
Po demakijażu poszłam na łóżko i kombinowałam na telefonie. Fejs i te sprawy.
* Sara *
O 10.00 mamy pociąg do Katowic.
Zajedziemy tam o 13.00.
Właśnie idę z Maksem po schodach do peronu.
Czekamy 5 minut i wsiadamy.
Zajmujemy przedział i te nudne 3 godziny jedziemy.
* 3 godziny temu *
Jesteśmy na dworcu PKP.
Wychodzimy z pomieszczenia.
Zakochałam się.
Moi znajomi mieli rację.
Katowice to piękne miasto.
Kierujemy się na przystanek, który jest za 5 min.
Sprawdzamy rozkład.
- Ej może na dobry początek dnia, pójdziemy do Galerii?
- No spoko.
Ciekawa jestem czy rzeczywiście jest taka duża jak w Złotych.
Dotarliśmy do miejsca.
- O maj gad! - powiedziałam z zadowoleniem.
- O, nie.
- Co?
- To drugie Złote. Będziemy się znowu gubić co 5 minut.
Spojrzeliśmy na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem.
- To co robimy? - spytałam.
- Może poszukajmy maka, bo zgłodniałem.
- Okej, haha.
Pogadaliśmy, pośmialiśmy się, wszystko ładnie. Tylko, co z Megan?
* następnego dnia *
* Megan *
Jestem przed budynkiem Galerii Katowickiej.
Dziś zamierzam wstąpić do Silesi.
Pzechodzę przez ulicę, normalnie rozglądam się na lewo i prawo. Spojrzałam jeszcze raz na lewo i popatrzałam na chodnik.
Czy ja dobrze widzę?
Czy tylko mam jakieś schizy?
Czy tam rzeczywiście stoją Sara i Maks?
Chwila.
A jednak...
to oni.
Po chwili usłyszałam trąbienie samochodu. Odwróciłam się i poczułam ból.
Poczułam jak auto zaczyna się zderzać z moim ciałem.
- Megan! - usłyszałam ostatni głos.
Nastaje ciemność w moich oczach...
* * *
Witam moich czytelników!
Odrazu przeproszę za to, że nie ma obrazków, ale obiecuję, że wstawię.
Oczywiście, kiedy będę miała taką możliwość.
Ten rozdział miał być wyjątkowy.
Narazie robię sobie przerwę od pisania, ponieważ mam dużo nauki.
Myślę, że w święta jakieś, czy ferie, napiszę coś.
No dobrze, to...
DO ZOBACZENIA!
I DZIĘKUJĘ ZA MOTYWACJĘ <3 <3