*Megan*
Jeju, ale piękny sen miałam.
Właśnie sobie aż przypomniałam, że jutro mają mnie wypisać, no i akurat jutro są urodziny Sary.
Hot siedemnastka.
Czuję wibracje.
Oh, zapomniałam.
Zasnęłam z telefonem na brzuchu.
Zaglądam w ekran.
Wyświetla się napis
"Sara dzwoni".
Naciskam zieloną słuchawkę
Oh, zapomniałam.
Zasnęłam z telefonem na brzuchu.
Zaglądam w ekran.
Wyświetla się napis
"Sara dzwoni".
Naciskam zieloną słuchawkę
.
- Halo? - odzywam się pierwsza.
- No cześć! - krzyknęła do słuchawki, że aż musiałam rzucić telefonem.
Kiedy go znajduje, przykładam go do ucha.
- No. Co tam? Dzięki tobie prawie mój telefon zaginął.
- Haha! Nie ma za co! Słuchaj. Myślałam, że śpisz. Ale to dobrze, że już się obudziłaś. Akurat z Maksem byliśmy w Biedronce i wracamy z zakupów i wpadliśmy na pomysł, że odwiedzimy cię po drodze.
- O to super. To wiecie ja idę się ogarnąć.
- Halo? - odzywam się pierwsza.
- No cześć! - krzyknęła do słuchawki, że aż musiałam rzucić telefonem.
Kiedy go znajduje, przykładam go do ucha.
- No. Co tam? Dzięki tobie prawie mój telefon zaginął.
- Haha! Nie ma za co! Słuchaj. Myślałam, że śpisz. Ale to dobrze, że już się obudziłaś. Akurat z Maksem byliśmy w Biedronce i wracamy z zakupów i wpadliśmy na pomysł, że odwiedzimy cię po drodze.
- O to super. To wiecie ja idę się ogarnąć.
Weszłam do pomieszczenia, tzw. "łazienka".
Umyłam twarz.
Ogarniało mnie szczęście.
Wyszłam z łazienki i ujrzałam w drzwiach Sarę z Maksem.
Maks trzymał bukiet róż i reklamówki.
Sara się uśmiechała.
Oboje podeszli do mnie.
- To dla mnie? - spytałam Maksa.
- Nie. Widzisz tę pielęgniarkę w rogu? - wskazał palcem.
Wciąż się uśmiechał i miał w oczach szczęście.
- Nie. Widzisz tę pielęgniarkę w rogu? - wskazał palcem.
Wciąż się uśmiechał i miał w oczach szczęście.
Przytaknęłam.
- To dla niej - dokończył.
Po chwili wszyscy płakaliśmy ze śmiechu.
Po czym wręczył mi piękny bukiet róż i dał mi buziaka.
- To dla niej - dokończył.
Po chwili wszyscy płakaliśmy ze śmiechu.
Po czym wręczył mi piękny bukiet róż i dał mi buziaka.
- Zapomniałeś? Nie lubię róż.
- Jak to? - zrobił smutną minę.
- Ale kocham twoje dołeczki.
Uśmiechnął się.
Sara wyciągnęła z reklamówki Żubrówkę.
- A to też dla mnie, prawda?
Specjalnie machnęłam włosy ręką.
- Nie. Dla ciebie specjalnie kupiłam... - sięgnęła do reklamówki.
Wyciągnęła Piccolo.
- To! - krzyknęła prawie.
- Jak to? - zrobił smutną minę.
- Ale kocham twoje dołeczki.
Uśmiechnął się.
Sara wyciągnęła z reklamówki Żubrówkę.
- A to też dla mnie, prawda?
Specjalnie machnęłam włosy ręką.
- Nie. Dla ciebie specjalnie kupiłam... - sięgnęła do reklamówki.
Wyciągnęła Piccolo.
- To! - krzyknęła prawie.
- Ach, nadal pamiętasz... Wtedy na tej imprezie u Grubego (tak, to przezwisko), co się upiłam Piccolo.
Maks nie wytrzymał i zaczął się śmiać.
- A właściwie, co my tu jeszcze robimy? Megan? - odezwał się Maks.
- Tak?
- Zapomniałaś?
- O czym?
- Dzisiaj cię wypisują, głuptasku - tym razem odezwała się Sara.
- Ale jak to?!
- Lekarz stwiedził, że nie potrzebnie będą cię tu przetrzymywać, więc powiedział nam, byśmy zrobili ci niespodziankę - Maks uścisnął mnie.
Maks nie wytrzymał i zaczął się śmiać.
- A właściwie, co my tu jeszcze robimy? Megan? - odezwał się Maks.
- Tak?
- Zapomniałaś?
- O czym?
- Dzisiaj cię wypisują, głuptasku - tym razem odezwała się Sara.
- Ale jak to?!
- Lekarz stwiedził, że nie potrzebnie będą cię tu przetrzymywać, więc powiedział nam, byśmy zrobili ci niespodziankę - Maks uścisnął mnie.
Po chwili zorientowałam się, że idziemy do wyjścia.
I nie, wcale mnie nie puścił.
Nosił mnie aż do wyjścia.
- Maks, proszę. Moje jelita nie lubią masaży.,.
*jutro, godzina 18.01*
- Co puścić? - spytała Sara.
- Nie wiem, na pewno nie disco polo - odpowiedziałam.
- Dobra, a to może być?
*jutro, godzina 18.01*
- Co puścić? - spytała Sara.
- Nie wiem, na pewno nie disco polo - odpowiedziałam.
- Dobra, a to może być?
Puściła fragment tego utworu:
- Tak.
- Dobra, to wezmę playlistę tego typu.
Impreza była udana, dopóki Sarze nie odbiło.
Tyle wypiła, że prawie nie mogła ustać na nogach.
Potem wysypała prochy na stół.
- Sara! Oszalałaś? - wrzasnęłam, bo inaczej się nie dało.
- Mała, weź se siana, hahaha - tylko tyle zdołałam usłyszeć.
Mamrotała jeszcze pod nosem różne dziwne rzeczy.
Problem w tym, że nic nie rozumiałam.
Poza tym próbowałam jakoś zniszczyć te prochy,
ale ona miała duży zapas...
Po chwili wciągnęła zawartość leżącą na stole.
- Boże, Sara! Głupia jesteś?!
- Tylko nie to... przecież ona zaraz odleci - usłyszałam Maksa, jest nie dobrze. Mówi głosem przerażenia.
- Zróbmy coś! Nie wiem dokładnie, co to za prochy, ale być możliwe, że amfetamina.
- No tak, tylko, że jeszcze pójdzie za to siedzieć...
- To chyba lepsze to niż... - otrząsnęłam się i spojrzałam na stół.
Dotarło do mnie, że przecież nie mogła tak szybko ucichnąć,
a tym bardziej zasnąć.
- Sara? - poklepałam ją po policzku.
Nie ruszała się, więc potrząsnęłam nią.
Z oczu zaczęły mi lecieć łzy.
I to cholerne uczucie zaczęło narastać.
Uczucie bezradności.
Uczucie gniewu, nienawiści do samej siebie.
- Sara?! Proszę, powiedz, że żyjesz...
Maks był oszołomiony.
- Jezu, nie... Zadzwoń po pogotowie! SZYBKO!
*kilka godzin później*
Dochodzi do 22.00.
Właśnie rozmawiamy z lekarzem.
- Niestety, wasza koleżanka, spożyła zbyt dużą ilość alkoholu i przedawkowała z amfetaminą. Czekamy na dalsze wyniki. Jej organizm nie wytrzymał... - mówił lekarz, a ja nie mogłam dłużej tego słuchać. Nie!
Wybiegłam z płaczem na ulice i zaczęłam się drzeć.
- Sara! Dlaczego? - ledwo wymamrotałam.
Maks przybiegł i siłą zaciągnął mnie do auta.
Tak, miał już prawo jazdy.
Ja nie chciałam widzieć go nawet.
Wyrywałam mu się z rąk, ale to nic nie dało.
Był silniejszy ode mnie.
Miałam ochotę:
rozpłakać się,
wysypać prochy,
dużo Mocarza,
dużo amfetaminy,
kokainy,
innych chemikaliów,
pociąć się,
najlepiej w wannie,
krew mnie uspokaja,
albo zasnąć,
wziąć dużą dawkę
leków nasennych...
I właściwie zadałam sobie pytanie: ,,Po co to wszystko?"
Zamiast się zabijać, idiotko
Powinnaś raczej coś robić.
Odmienić się.
Przestać brać.
Skłaniać ludzi do dobrego.
Ale nie, bo ja oczywiście ich nienawidzę.
Z pozoru niby miła,
a tam w środku wykluwa się
coś...
- Puść mnie!
- Nie! Jedziemy do twojego domu.
I od tego dnia wszystko się zmieniło...
Wszystko było inne.
To nie ja.
Teraz jestem już tylko kimś innym.
Kim?
Tego jeszcze nie wiem.
- Dobra, to wezmę playlistę tego typu.
Impreza była udana, dopóki Sarze nie odbiło.
Tyle wypiła, że prawie nie mogła ustać na nogach.
Potem wysypała prochy na stół.
- Sara! Oszalałaś? - wrzasnęłam, bo inaczej się nie dało.
- Mała, weź se siana, hahaha - tylko tyle zdołałam usłyszeć.
Mamrotała jeszcze pod nosem różne dziwne rzeczy.
Problem w tym, że nic nie rozumiałam.
Poza tym próbowałam jakoś zniszczyć te prochy,
ale ona miała duży zapas...
Po chwili wciągnęła zawartość leżącą na stole.
- Boże, Sara! Głupia jesteś?!
- Tylko nie to... przecież ona zaraz odleci - usłyszałam Maksa, jest nie dobrze. Mówi głosem przerażenia.
- Zróbmy coś! Nie wiem dokładnie, co to za prochy, ale być możliwe, że amfetamina.
- No tak, tylko, że jeszcze pójdzie za to siedzieć...
- To chyba lepsze to niż... - otrząsnęłam się i spojrzałam na stół.
Dotarło do mnie, że przecież nie mogła tak szybko ucichnąć,
a tym bardziej zasnąć.
- Sara? - poklepałam ją po policzku.
Nie ruszała się, więc potrząsnęłam nią.
Z oczu zaczęły mi lecieć łzy.
I to cholerne uczucie zaczęło narastać.
Uczucie bezradności.
Uczucie gniewu, nienawiści do samej siebie.
- Sara?! Proszę, powiedz, że żyjesz...
Maks był oszołomiony.
- Jezu, nie... Zadzwoń po pogotowie! SZYBKO!
*kilka godzin później*
Dochodzi do 22.00.
Właśnie rozmawiamy z lekarzem.
- Niestety, wasza koleżanka, spożyła zbyt dużą ilość alkoholu i przedawkowała z amfetaminą. Czekamy na dalsze wyniki. Jej organizm nie wytrzymał... - mówił lekarz, a ja nie mogłam dłużej tego słuchać. Nie!
Wybiegłam z płaczem na ulice i zaczęłam się drzeć.
- Sara! Dlaczego? - ledwo wymamrotałam.
Maks przybiegł i siłą zaciągnął mnie do auta.
Tak, miał już prawo jazdy.
Ja nie chciałam widzieć go nawet.
Wyrywałam mu się z rąk, ale to nic nie dało.
Był silniejszy ode mnie.
Miałam ochotę:
rozpłakać się,
wysypać prochy,
dużo Mocarza,
dużo amfetaminy,
kokainy,
innych chemikaliów,
pociąć się,
najlepiej w wannie,
krew mnie uspokaja,
albo zasnąć,
wziąć dużą dawkę
leków nasennych...
I właściwie zadałam sobie pytanie: ,,Po co to wszystko?"
Zamiast się zabijać, idiotko
Powinnaś raczej coś robić.
Odmienić się.
Przestać brać.
Skłaniać ludzi do dobrego.
Ale nie, bo ja oczywiście ich nienawidzę.
Z pozoru niby miła,
a tam w środku wykluwa się
coś...
- Puść mnie!
- Nie! Jedziemy do twojego domu.
I od tego dnia wszystko się zmieniło...
Wszystko było inne.
To nie ja.
Teraz jestem już tylko kimś innym.
Kim?
Tego jeszcze nie wiem.







O matko genialny rozdział! Końcówka jest smutna ale napisana tak cudownie że biję brawa naprawdę! Oby tak dalej!
OdpowiedzUsuńTrzymasz w takiej niepewności że ja już chcę kolejny czytać! ;**
Strasznie smutno mi się zrobiło pod koniec :(
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że wszystko wróci do normy...
Tak mnie zaciekawiłaś, że muszę w tej chwili iść czytać dalej! :*
-K.