środa, 2 grudnia 2015

9

*Megan*

Przez całą drogę milczeliśmy.
Spoglądałam w okno.
Myślałam... co będzie dalej?
Uspokoiłam się tylko na chwilę.
Gdy weszłam do pokoju rzuciłam wszystkim.
Ogarnęła mną agresja.
Nie wiem, co jest.
Czemu tak jest.
Po prostu nienawidzę.
Kogo?
Siebie.
Tydzień temu było rzeczywiście okej.
Tylko teraz popełniłam strasznie okropny błąd.
Jak ja, jako przyjaciółka, mogłam na to pozwolić?
Dlaczego miałabym na to pozwolić?
Wcale nie jest okej.
Potrzebuję czegoś...
mocnego?
Tak bardzo tego potrzebuję.
Chyba najbardziej na świecie tego, by
ktoś podszedł do mnie,
przytulił i powiedział coś prostego.
Coś, co uniesie człowieka w nadziei
na lepsze życie.





A ja jak narazie myślę...
Zadużyć się w środkach i odlecieć na chwilę...

* następnego dnia, 8.00 *

Zeszłam na dół, by zrobić sobie śniadanie.
Maks był w kuchni.

Chwila.
Co on tu robi?




- Hej! Nie pomyliłeś czegoś? - odezwałam się, nawet cieszę się jego obecnością.
- Cześć. Czekałem na ciebie.
- Tak? Coś się stało?
- Nic szczególnego. Przyszłem, ponieważ chcę ci dać jakieś wsparcie, pomoc. Nie chcę zostawiać cię samej w takiej sytuacji.
- Dziękuję, naprawdę.
- Wiesz, że jutro jest pogrzeb?
- Wiem. 
- Zrobiłem ci śniadanie.
- Nie musiałeś, wystarczy mi twoja obecność. Naprawdę.

Uśmiechnął się.

- Tak naprawdę znaczysz dla mnie wiele, niż możesz sobie to wyobrazić, Megan.
- A mówiłam ci, że cię kocham?





I znów na jego twarzy pojawił się ten piękny uśmiech.

Przytulił mnie i zaczął całować po szyi.

- Mówiłaś.

Delikatnie musnęłam jego usta.

*jutro*

- Jesteś gotowa? - spytał Maks.
- Chyba tak.

Stałam przed lustrem.
Nie dowierzałam oczom, że ja 

jako przyjaciółka
mogłam pozwolić na takie okropieństwo.
Jestem zła.
Do oczu napływały mi łzy.




- Chodźmy - ledwo wymamrotałam. Nie chcę by Maks widział, że płacze.

*po 2 godzinach*

Wróciłam z pogrzebu.
Jakoś namówiłam Maksa by nie zostawał się u mnie.

Weszłam do kuchni i ujrzałam jakąś kartkę na stole.
Waham się.
Co to może być?
Zamknęłam oczy i otworzyłam ją, i po chwili oczy.

,,Przyjdź jutro o 16.30 pod most. Będę czekał.
Maks."

Pierwsze pytanie jakie mi się nasunęło, to ,,po co?".
Ma coś ważnego do przekazania?
Nie mógł tego dziś zrobić?






*po godzinie*

Zrobiłam sobie kolacje.
Pomyślałam, że zrobię coś na fejsie.
Może... Poprzeglądam znajomych?
Doskonały pomysł!

Weszłam w listę znajomych.
Po chwili ukazuje mi się Sara.
Znów te łzy powracają.
Weszłam na jej tablicę.
Była cała zapełniona wpisami typu:
,,[*]", ,,spoczywaj w spokoju" oraz wstawiali z nią zdjęcia ze smutnymi buźkami w poście.
Oczywiście hejty też były.

Spisałam listę osób, które mam dorwać.
Nie będą jej wyzywać, nawet jej nie znali.

Dobija godzina 23.59. 

Napisałam do Maksa, że pożyczam jego samochód. 
W szybkim tempie odpisał mi na to ,,ok''.

Ruszyłam pod jego dom i wsiadłam do auta.
Dokładnie to 6 osób muszę odwiedzić.
Pierwsza nazywa się Sophie.
Miałam już z nią do czynienia.
Pewnie się ucieszy na mój widok.




Zapukałam do jej drzwi.
Otwarła je staruszka.

 - Dobry wieczór, zastałam Sophie?
- A coś ty za jedna? O tej porze chcesz ją odwiedzać? - jej głos był stanowczy i budził strach. Ale od śmierci Sary - niczego się już nie boję.
- Przepraszam, że o tej godzinie, ale mam bardzo ważną sprawę...
- Ale nie pokazuj mi się tu więcej. Wchodź.

Weszłam do środka.
Nic się nie zmieniło.
Chyba wymieniła TV na duży z 5 000 000 pikselami.
Tak, są już takie.


Weszłam po schodach na górę.
Tak, przyjaźniłam się z nią i wiem, gdzie jej szukać.
Stanęłam przed drzwiami i nie zamierzam pukać.
Po chwili już nie było drzwi.
Tak, to moja sprawka.
W pokoju znajdowała się Sophie i jakiś chłopak.

- Sophie! No cześć! Jak dobrze cię znów widzieć! - podeszłam do nich pewnym krokiem.
- Laska, puka się - odezwał się on.
- Nie mam zamiaru pukać, jak ty ją.

Zawstydzony wyszedł z pokoju.

- Czego? - wrzasnęła Soph.
- Co, czego? Nie cieszysz się na mój widok? - na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Fałszywy uśmiech.
- Gadaj czego chcesz.
- Czego chce? Napewno gwiazdki z nieba

.



Po chwili wyciągnęłam nóź i przyłożyłam jej do gardła.
Głośno przełknęła ślinę.
A jej źrenice zrobiły się tak duże, że prawie nie widać teczówki.
Strach robi swoje.

- Słuchaj, mała. Jak chcesz żyć szczęśliwie, to najlepiej nie zadzieraj ze mną.
- Co znowu zrobiłam? - ledwo wymówiła to zdanie.
- Jak zwykle nic nie wiesz. Nic nie zmieniłaś się, laleczko. Dalej jesteś pusta.
- Jeżeli nie odłożysz tego, to będziesz to ty miała kłopoty.
Pociągnęłam ją za włosy, ale nie puściłam.
- Jak wiesz, napisałaś o Sarze piękne słowa na fejsie. Wiem, że to ty się przyczyniłaś do jej śmierci.
- Dobra, napisałam. Ale do jej śmierci - nie.
Wzmocniłam uścisk.
Zapiszczała z bólu.

- Nie daruje ci tego, ugh. Dałam jej śladowe ilości trucizny. Ale specjalnie tylko, żeby się źle poczuła, a nie umarła.
- To ja ci tego nie daruje. Pilnuj się złotko.

Przejechałam nożem po jej gardle, ale nie skaleczyłam.




Wyszłam z jej domu.
Reszcie zostawie list, by przyszli do parku.
Załatwie sprawę po swojemu.
A Sophie?



Czeka ją niespodzianka za dwa dni.

W drodze do domu, zapaliłam by się odprężyć.




2 komentarze:

  1. O kurde to jest takie super mamo *-*
    Naprawdę piszesz z taką lekkością że podziwiam
    A gif z Eleną podoba mi się jeszczs bardziej :D
    Do następnego! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurczę...
    Zła się coś nasza bohaterka zrobiła
    Ale nawet mi się to podoba :)
    Fajna zmiana!
    Czekam na ciąg dalszy, rozdział świetny <33
    -K

    OdpowiedzUsuń

© moment for me... 2012 | Blogger Template by Enny Law - Ngetik Dot Com - Nulis