poniedziałek, 24 sierpnia 2015

4

* godzina 16.01 * 

Zdecydowałam. Wychodzę.
Słuchawki w uszach. 



Muzyka: Kid Cudi - Pursuit Of Happiness (Steve Aoki Remix)
Już dochodze do przystanka. 
Wsiadam w autobus i zauważam go na tyłach. 
Siadam obok niego.

- Cześć! - odzywa się z pełnym optymizmem, entuzjazmem i ogólnie z bananem na twarzy. 
Tak jakby nic nie było. Podaje mi rękę. 

Odwracam się i patrze tym swoim wzrokiem,
 chcę mu dać do zrozumienia, że nie mam humoru.
Biednemu chłopaczkowi szybko banan zszedł z twarzyczki. 
Odruchowo podrapał się w kark. 

Okej, wysiadamy.
Ani myśle, odzywać się do niego. Idziemy w totalnej ciszy. 
Ja prowadzę, bo ja znam okolice.
Omijamy lasy, krzaki, słychać szelesty. Ale to mi się podoba.
Spojrzałam na sekundę na niego - miał smutną minę.





* 15 min. temu * 

Jesteśmy na miejscu.

- Proszę, to tutaj - odzywam się pokazując rękami odludzie. - Idziemy tam - wskazuje palcem na ławki otoczone drzewami i krzakami i różnymi zielonymi roślinami. Usiedliśmy.

- Co? Odjęło Ci mowę? - mówię tonem spokojnym, ale zaraz się wkurzę. 

Wzruszył ramionami. 

- Jestem strasznym dupkiem. W oczach miał łzy.
- Ej! Powiedzieć Ci coś? 

Przybliżyłam się. Nie mam zamiaru mu coś powiedzieć, ale wyznać mu to co czuję.
I samo poszło. Pocałowaliśmy się. Nie wytrzymam już dłużej.

- Słuchaj... Ja już tak dłużej nie mogę. Ja... 

Nie dał mi dokończyć i tak przez dłuższy czas rozpierała nas przyjemność.

- Czuję coś między nami... Tę chemię. Chcę być kimś więcej niż przyjacielem, 
jeśli mogę się tak nazwać- powiedział to tak, że go przytuliłam.
- Czuję to samo, dłużej nie mogłam tego tłumić w sobie. Złapał mnie za rękę.
- Zróbmy coś wyjątkowo szalonego - uśmiechnął się i zerwał z ławki.
- Ej, gdzie idziesz?! 





Płakałam ze szczęścia. Biegliśmy przez centrum miasta i wszędzie. Ludzie się dziwnie gapili. Byłam tak cholernie szczęśliwa. 

- Jestem szczęśliwy - powtarzał to każdej napotkanej osobie czy parze. A oni się uśmiechali. 

Pierwszy raz od lat jestem taka szczęśliwa.
Zatrzymałam się. 




- Goń mnie! - krzyknęłam i pobiegłam do najbliższego lasu.
- Wiem gdzie jesteś! - znalazł mnie i przytulił.

Dobiła godzina 19.00.

Jeszcze nigdy taka szczęśliwa nie byłam jak przez te pare godzin.
Ciesze się jak głupia.

- Meg, musimy lecieć.
- Okej, ale ten dzień był...
- Niesamowity, prawda?
- Tak! Zdecydowanie tak!

* godzina 20.55 * 

Cały czas myślę o tym. O nas, o tym, co się między nami wydarzyło i o tym, 
co będzie dalej.
Ale przed naszym spotkaniem... 
obmyśliłam sobie plan. 
Mój plan.
 Plan, który musi wypalić.

*Maks*




Obudziłem się z myślą o niej.
Pomyślałem, że zadzwonie.
Wyciągam telefon spod poduszki i wybieram numer Megan.
Nie odbiera. Dzwoniłem kilka razy i nic.

* godzina później * 

Weszłem na fejsa.
Megan była niedostępna. Zaprosiłem do znajomych Sarę - przyjaciółkę z tego, co mi wiadomo.
Przyjęła odrazu. Napisałem wiadomość:

" Cześć! Nie wiesz gdzie Megan się podziewa? "

*Sara pisze...*

" Hej. Nie wiem co z nią. Znikła. "

Ta wiadomość wstrząsnęła mną totalnie.
Znikła?
Bez żadnego znaku życia?
To wydaje się być dziwne...



1 komentarze:

  1. Początek był taki piękny <3
    Jeju tak się cieszyłam czytając jacy są happy *-*
    Ale końcówka...
    Gdzie ona jest co?
    Pisz pisz bo jestem ciekawa <3

    OdpowiedzUsuń

© moment for me... 2012 | Blogger Template by Enny Law - Ngetik Dot Com - Nulis